Robię przerwę w oglądaniu filmów obijaniu się graniu w gry uczeniu się, żeby spróbować poukładać sobie w głowie to wszystko, co się dzisiaj działo.
Załamka.
Zawsze myślę, że "nie było tak tragicznie" i że wyolbrzymiam. A jak już jestem tam, siedzę i słucham, to zastanawiam się, czy to przeżyję.
Przeżywam.
Dzisiaj uratowała mnie zupa pieczarkowa i wąchanie zakreślaczy.
Musimy coś z tym zrobić, bo to się źle dla mnie skończy.
Brakuje mi pewnych rozmów.
Ale teraz chcę czegoś innego i nie odpuszczę tak łatwo.
Od niczego do szerokiego uśmiechu na mojej twarzy.
I mam nie być wdzięczna?!
(To chyba nieco zbyt prywatne.)