Trochę głucha jestem, ale mam nadzieję, że nie przeszkodzi mi to pisać. A przynajmniej zbytnio.
not 4 u
rats
porch
crown of thorns
evolution
given to fly
state of love and trust
betterman
Przedsmak lipca.
Obowiązkowe wykłady z gramatyki świetnie nadają się do czytania.
A ćwiczenia do przebywania w ładnym towarzystwie. I nieważne, jak, co i gdzie - przez półtorej godziny jest ktoś obok i jest śmiesznie.
Ładnymi, dużymi literami napisałam swoje nazwisko pod numerem szóstym na kartce zatytułowanej "nauczycielska". Oby się nie okazało, że to jak cyrograf.
Chociaż... czy w piekle też mają przedmiot o nazwie "wiedza o filmie"? Jeśli tak, to nie mam nic przeciwko.
Imprezy. Zaczyna się jutro i pociągnie do końca maja, prawdopodobnie. Koncert, film, koncert, film, koncerty, filmy, i jeszcze więcej koncertów i filmów.
Tak, nie ma na to czasu.
Ale, jak już raz wbiję się w tryb 200-procent-normy i będę przeżywać dni na maksa, to rzutem na taśmę zaliczę wszystko od razu. Bo będę naładowana traceniem energii, przebywaniem z ludźmi i bezkarnie pitym piwem.
A jak już przestanie być słodko, to zawsze mogę wrzucić 2,50 do automatu i wyciągnąć Kinder Bueno.
To tylko ja będąca mną.
Niektórzy ludzie wierzą w Boga (boga, bogów...). Ja wierzę w muzykę.
Niektórzy ludzie się modlą. Ja włączam swoją empetrójkę.
A u ciebie poczułam się jak w świątyni. Albo lepiej: w sanktuarium.
Jak będę duża i bogata, to też sobie nakupuję oryginalnych płyt!
Kolejny zespół na zasadzie "no coś tam słyszałam, ale nie wiem, z czym to się je, daj, spróbuję". Papa Roach i "Getting Away with Murder" leży sobie na drukarce, pożyczone, zgrane, przesłuchane, polubione.
Przy tobie zdefiniowałam na nowo próbowanie.
Nauczyłam się nie odrzucać czegoś z miejsca.
Słuchać swojej intuicji, ale jednak nie działać pochopnie.
Jedna z ważniejszych decyzji podjęta. Potem powiesz mi, co o tym myślisz.
Jeśli czegoś nie umiesz, znajdź kogoś, kto umie.
Indyk z marchewką i makaronem.
W moich snach zawsze za tobą nadążam.
A ty mnie rozumiesz.
I robię ci więcej herbaty niż kawy, i gotuję rosół taki, jaki lubisz.
I włażę pod stół.
I czasami się rządzę, a jak cię nie ma, to na własną rękę zgłębiam tajemnice twojego świata.
Jaki sens ma tęsknienie za czymś, czego nigdy nie było?
Jaki sens ma czekanie na coś, co się nigdy nie wydarzy?
I nie mów mi proszę o warunkowości słowa "nigdy", bo bez ciebie nie rozumiałabym niczego.
To jest takie nasze, że nawet o tym nie wiesz.
Kolejny akapit o tobie wykreślono.
Bodyguard. Wulgarnie o jeżach. Najładniejszy w całej rodzinie - co nie świadczy o genach zbyt dobrze. Dobry obiad za 12,90.
Nie wolno mi tyle tęsknić.
To była moja sobota. Taka moja, moja, najmojsza. Bez ciebie, niestety, ale pełna chodzenia, załatwiania rzeczy, spotykania ludzi, ładowania baterii, uśmiechania się. Zakończona bardzo przyjemnym, choć nieco głośnym (ale o to chodzi!) koncertem.
Wciągam się w "Niucha".
A nie powinnam, bo to nie "Anna Karenina" czy inne lektury obowiązkowe.
A dzisiaj... awtobus, tramwaj, wydział prawa i administracji, jedna galeria, awtobus, spacer i teraz wspólny sen. Będzie miło.
No i już wiem, kim był Daniel Chodowiecki.
It's Friday, I'm in love...
Tango na wf-ie. Pozytywnie, bo niekoniecznie parami.
Chillout na trawce.
Dwa wykłady.
Podróż do domu, wszystko bez spiny.
Tęcze, bo deszcz i burze.
Ambitne plany na przyszłe tygodnie.
Ale nic to.
Zakochana jestem.
W weekendzie, we Fridayu, w kimś, kogo mam nadzieję jutro zobaczyć.
Azi va fi soare, 30 de grade...
No i było. Szkoda, że nie zrobiłam zdjęcia.
Vant slab si-o mare de cristal...
W rozkminianych wierszach tak było.
Dragoste-n aer
choć głównie zapach bzu i trawy, na którą mnie nie zaproszono.
si doar un fraier
to ja
Ce te asteapta in zadar
Chcę cię zobaczyć w sobotę, pojaw się, proszę!
Mashup Ricka Astley'a i Nirvany. Kilka wykopalisk. Dwieście pięćdziesiąt darmowych utworów polecanych na podstawie tego, czego słucham.
Audiofilia w pełnym zakresie.
Dzisiaj się lepiej do mnie nie zbliżać.
Świat jest piękny!
Dziesięć różnych stanów w dziesięć godzin.
Od nienawiści do miłości.
Dwudaniowy dobry obiad za dychę.
Osiem i pół na dziewięć. Jeszcze jeden taki wynik i o nic nie muszę się martwić. Jedna rzecz z głowy.
Czterysta trzydzieści pięć razy "yyy". More or less. No i kolejny plus, a nie minus.
Muszę wrócić do domu przed czerwcem, przynajmniej raz. To będzie dobre dla mojego zdrowia psychicznego.
A juwenalia zrobimy sobie w ostatnio odkrytym barze, o!
Poproszę więcej snów o długowłosych panach-barbarzyńcach.
Dziękuję.
Wrzuciłeś to, sprawdziła rano, czy jest coś nowego, posłuchała, a jak o jedenastej wychodziła na zajęcia, to już to miała na mp3...
Wszystkie "tak-się-nie-robi" pojechały sobie północnym pociągiem gdzieś. Tylko, że to tym cały czas zapominam.
Głupia ja.
To zawsze jesteś ty i zawsze robisz takie rzeczy.
Specjalnie, a może i nie. Nieważne.
Kolejny utworek dnia, kolejne odkrycie, kolejne mejd-maj-dej, kolejny ogromniasty plus na twoje konto.
Za to wszystko powinieneś nie tyle trafić do nieba, co mieć raj na ziemi.
Światełko w tunelu.
Wybór już za tydzień, mniej więcej. Boję się. Wolałabym to skonsultować z przynajmniej jeszcze dwoma osobami, a nie mam jak się z nimi skontaktować. A jeśli wybiorę źle?
Ale co to znaczy: źle? W tym przypadku to młot & sierp kowadło. No nie wiem.
Najwyżej... najwyżej wyjdzie na moje. Skromnie, wręcz biednie, ale do przodu po swojemu.
A najgorzej to wiesz, możesz wpadać do mnie po kanapki, bo zawsze zrobię ich za dużo.
- Czy to jest twój telefon? Proszę, powiedz, że to twój telefon...
- To nie jest mój telefon.
Prywatne dowcipy z nieodbytych rozmów.
- Loco, skarbie.
- Och.
I tak już będzie, z dokładnością do pięciu tygodni. Bo zachorowałam na ciebie i tak to się objawia.
Wykład o esperanto. I moje kolejne: ja chcę się tego uczyć! Idealna rzecz na wakacje, o ile nie będę mieć żadnych tyłów.
Boję się.
"Wyróżnia się ponad trzydzieści podgatunków gronostaja". Ale żaden z nich nie jest ptakiem.