- Nie wie pani, ile może być mrozu?
- Pewnie około minus dziesięciu. Rano, jak wychodziłam, było minus jedenaście.
- Aha. Bo my właśnie wróciliśmy z Australii i zimno.
(A ja w myślach już trzeci raz wracam z Księżyca.)
Cztery. Zorza polarna i brązowe buty.
Nieświadomy niczego kot śpi w niebieskiej pościeli.
Wczoraj napisałam opowiadanie. Dzisiaj, czytane już na przytomny umysł, wciąż brzmi dobrze. Dawno nie napisałam nic dobrego.
Australię to ja mam we wnętrzu, nie muszę nigdzie wyjeżdżać.